piątek, 8 lutego 2013

Przezroczyści faceci w garniturach, doppelganger, przyszłość i przeszłość - wszystko na raz

Jakiś czas temu na forum infra opisałem historię, która mi się przytrafiła wiele lat temu w Olsztynie. Gdy wieczorem wracałem do domu z psem zobaczyłem przy windzie dwóch facetów w garniturach i w żółtych kamizelkach. Byli w połowie przezroczyści i wyglądało to tak, jakby dla nich podłoga była o pół metra niżej – wystawali z podłogi i widziałem ich tylko od ud wzwyż. Rozmawiali ze sobą, a potem gdy mnie zobaczyli, to jeden wszedł w ścianę, a drugi w zamknięte drzwi. I tyle. Nigdy nie dowiedziałem się co się wtedy stało.
 
A wczoraj wieczorem siedziałem sobie przed komputerem. Na górze spały moje dzieci. Nikogo więcej nie było w domu i tylko ja mam klucze, ale raptem usłyszałem, że ktoś kluczami otwiera drzwi i po prostu wchodzi do środka. Zerwałem się na równe nogi i pobiegłem na korytarz, żeby zobaczyć włamywacza i... nie wiem... chyba żeby bronić domu. Opadła mi szczęka, jak zobaczyłem, że to ja sam wchodzę do środka. Normalnie doppelganger, tylko że był trochę przezroczysty! Trzymał w ręku małe tekturowe pudełko. Ze strachu odsunąłem się mu z drogi. Przeszedł przez przedpokój tak, jakby mnie tam wcale nie zobaczył i poszedł do ogrodu. Ja poszedłem za nim, ale gdy doszedłem do otwartych drzwi ogrodowych, już go nie było widać. Szybko zamknąłem drzwi ogrodowe. Szarpnął raz jeszcze klamką. Zdenerwowany zacząłem się krzątać po domu. A potem raptem film mi się urwał i się obudziłem siedząc przed komputerem...
Więc jeszcze wczoraj myślałem, że to był tylko sen. Po prostu zasnąłem przed komputerem i mi się przyśniło, że widziałem swojego własnego sobowtóra i potem się obudziłem. A dzisiaj poszedłem na zakupy i jak wróciłem do domu, znalazłem przed drzwiami paczkę. Na pudełku było napisane, że to nowy router z BT, który tydzień temu zamówiłem, bo poprzedni cały czas się rozłączał. Pudełko było spięte grubą plastikową taśmą, którą postanowiłem przeciąć nożycami do metalu. Takie nożyce mam w ogrodzie w małej szopie, która stoi za rogiem mojego domu. Poszedłem więc od razu do szopy w ogrodzie, wziąłem te nożyce i wtedy mnie olśniło! Przecież to była dokładnie ta sama sytuacja, którą wczoraj widziałem, jak ją robił mój doppelganger. On również szedł z pudełkiem i poszedł prosto do ogrodu, a potem zniknął za rogiem domu, bo poszedł do szopy po nożyce! I dlatego myślałem że zniknął.
 
A teraz spadniecie z krzeseł! Wracam z ogrodu z nożycami, łapię za klamkę, a tu drzwi ogrodowe są zamknięte od środka! Przez zasłonę widziałem, że wewnątrz chyba ktoś łaził po domu. Teraz myślę, że to byłem ja, jak wczoraj zamknąłem mojego sobowtóra w ogrodzie. Musiałem więc najpierw wyjść z ogrodu przez drewnianą furtkę, a potem ponownie wejść do domu przez drzwi wejściowe. W środku nikogo nie było.
Wydaje mi się, że chyba widziałem swoją własną przyszłość, a potem przeszłość. Być może kiedyś, dawno temu, tych dwóch facetów przy windzie - to też było przewidywanie przyszłości... albo przeszłości... nie wiem...

niedziela, 13 stycznia 2013

Zasada działania umysłu

Wiele osób zadało mi pytanie: "Skoro przyjmiemy, że autosugestia działa i jeśli już dojdziemy do wniosku, że chcemy się zmienić, od czego wtedy należałoby zacząć te wewnętrzne zmiany?" Spróbuję odpowiedzieć na to pytanie, ale podkreślam, że po pierwsze nie wszystko można wytłumaczyć pisząc posta na blogu, więc moja odpowiedź nie będzie wyczerpująca, a po drugie to jest tylko moje zdanie i nie każdy musi się ze mną zgodzić... Co nie zmienia faktu, że mam rację :)

Zacznijmy od zrozumienia, kim jesteśmy i jak funkcjonuje ludzki byt. Ludzki byt składa się z ciała, świadomości i podświadomości. Jeśli ktoś w tym momencie nadmieni, że ludzki byt składa sie również z duszy, to będzie miał poniekąd rację, bo dusza jest częścią zarówno świadomości jak i podświadomości. Podczas gdy na podświadomość mamy wpływ jedynie pośrednio, świadomość kształtujemy bezustannie. 

Ludzka świadomość, czyli właśnie to, co chcemy zmienić, moim zdaniem znajduje się w mózgu. Mózg współpracuje z całym ciałem tworząc wspólnie umysł. Współpraca ta polega na dostarczaniu przez ciało informacji do mózgu. Mózg je przetwarza i wysyła impulsy zwrotne spowrotem do ciała. Również procesy fizjologiczne i stan zdrowia ciała mają wpływ na jakość i na szybkość przetwarzania informacji. I odwrotnie - zmieniając stan naszej świadomości, możemy wpływać na nasze ciała, oraz pośrednio również na świat zewnętrzny, który nas otacza.

Na czym dokładnie polega przetwarzanie informacji w mózgu? Na informację, którą przetwarzamy w mózgu, składają się nie tylko wyrazy, nie tylko wyrażenia albo zdania, ale również okoliczności, w jakich trafiły one do mózgu. Na przykład w informacji "Ala ma kota." liczyć się będzie nie tylko gramatyka tego zdania, ale również to, kto te zdanie wypowiedział, jakie emocje towarzyszyły tej wypowiedzi, kim jest Ala, kim jest osoba, która to powiedziała, a może sami to sobie wymyśliliśmy, przyczyny, powody, następstwa... Bardzo wiele rzeczy nasz umysł bierze pod uwagę. Jak wiele?



Otóż informacje w mózgu przechowywane są w sieciach neuronowych. Uogólnijmy, że tych sieci neuronowych w mózgu jest bardzo dużo i przypominają budową drzewa o bardzo licznych, pokręconych i skomplikowanych korzeniach, gałęziach i liściach, przy czym owe "korzenie", "gałęzie" i "liście" rosną zarówno pod jak i nad "ziemią". Każdą informację stanowi spora grupa impulsów nerwowych, które przedostają się z receptorów w ciele (mózg to też ciało) do ośrodków neuronowych w mózgu. Tam są przetwarzane i przechowywane lub emitowane do ciała. Informację stanowią również okoliczności tej "podróży impulsów". Impulsy to ładunki elektryczne. Jeśli te ładunki napotkają po drodze inne ładunki elektryczne, to zmienią się. Że tak powiem, zmienią się okoliczności i będzie to miało wpływ na informację. Dzieje się tak bez przerwy, kiedy myślimy. Nawet wtedy, kiedy jakąś decyzję podejmujemy nieświadomie, wtedy również przez nasz umysł i przez nasze ciało przeez cały czas przepływają informacje. "Posiadać świadomość" znaczy mieć wpływ i być bezpośrednio odpowiedzialnym za część tego procesu - a  konkretnie za logiczne przetwarzanie impulsów w ośrodkach neuronowych.

Kolejnym krokiem będzie zrozumieć, za jakie funkcje odpowiada świadomość, a za jakie funkcje odpowiadają mimowolne procesy myślowe. W chwili, gdy powstaje idea, impulsom nerwowym nadany zostaje kierunek podróży i impet (prędkość). Zalążek świadomie stworzonej idei powstaje gdzieś w górnych liściach  (synapsach) tego drzewa, które symbolizuje nasz umysł. Wszystkie liście w tym rejonie są do siebie bardziej lub mniej podobne, więc proporcjonalnie do skali ich podobieństwa w gałązkach (ośrodkach neuronowych) jednakowe impulsy grupują się i tworzą ideę. Powstałe w ten sposób informacje brną dalej w kierunku pnia (rdzenia kręgowego) po coraz to grubszych i coraz bardziej odmiennych gałązkach. To właśnie ta odmienność, tendencje, uprzedzenia, rozwaga, miłe i niemiłe wspomnienia, obawy zmniejszają impet, z jakim lecą impulsy i odginają kierunek ich lotu. Jednocześnie z korzeni (receptorów) do gałązek (ośrodków neuronowych) także biegną impulsy. Łatwo jest pogubić się w całym tym gąszczu przepływających informacji.

To dobrze, że nie wszystko robimy tak po prostu bezmyślnie, ale bardzo często zamiast kierować się tylko rozwagą i wspomnieniami, kierujemy się głównie tendencjami i uprzedzeniami. I właśnie ten stan musimy w sobie zmienić. Żeby impulsy podróżowały sprawnie i szybko, trzeba oczyścić swój umysł z nadmiaru zbędnych informacji. Należą do nich również na przykład obawy i lęki. Musimy je w sobie zwalczyć. Właśnie od tego trzeba zacząć pracę nad samym sobą.

 

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Bardzo krótko i treściwie na temat pracy

Praca - działanie mające na celu osiąganie korzyści materialnych potrzebnych do realizacji marzeń, lub bezpośrednio mające na celu realizację marzeń bez udziału korzyści materialnych na rzecz samego siebie lub dobrowolnie na rzecz osób trzecich. Działania takiego nie należy mylić z działalnością, gdyż to drugie pojęcie w obecnej rzeczywistości gospodarczej jest osiąganiem korzyści materialnych na rzecz darmozjadów, złodziei i ciemiężców. W odróżnieniu do Pracy, opodatkowaną działalność należy nazywać niewolnictwem albo potocznie dawaniem dupy. Praca nieprowadząca do realizacji marzeń nazywana jest syzyfową lub stratą czasu.

Kiedy mamy o kimś zdanie, że jest leniem, mówimy doń "Znajdź sobie pracę". Otóż o pracę jest w dzisiejszych czaszach bardzo ciężko. Trzeba by było wyjechać gdzieś, gdzie "macki ośmiornicy" nie sięgają i starać się zbytnio nie rozwijać swojej kariery. Co najwyżej można zostać i ewentualnie zadowolić się wykonywaniem opodatkowanej działalności gospodarczej, czyli poniekąd prostytuowaniem się. A skoro tak, to kraj w którym żyjemy można śmiało nazwać burdelem, urzędników państwowych alfonsami, a tym całym burdelem rządzi mafia i nie będzie w tym za grosz kłamstwa. Wtedy wy nie będziecie bynajmniej nazywani potocznie pracownikami :)




poniedziałek, 3 grudnia 2012

Boję się

Mam w głowie pomysł. Mam go w głowie od lat wielu, a co najmniej 5-ciu. Z biegiem lat rósł i bogacił się o kolejne detale wzięte z życia. Pomysł dotyczy napisania książki, albo jeszcze lepiej nakręcenia filmu, albo nawet serii filmów dokumentalnych, w których przedstawiłbym moją prywatną walkę z systemem. Ów system, potocznie zwany socjalnym albo demokracją, najprościej rzecz ujmując nie działa. A ja w nim żyję i od kilku lat się z nim użeram. I wy też w nim żyjecie i też się z nim użeracie, tylko nieliczni robią to świadomie, a pozostali jak stado koni przeznaczonych na dodatek do paszy dla koni.

Ale boję się. Boję się, że wyjdzie na jaw to wszystko, co przeżyłem i zrobiłem. Boję się, że jak ja podam całą listę szczegółów dotyczących skutecznego wykorzystywania dziur w prawie, to cały ten system zupełnie upadnie. Boję się, że dzięki mnie tysiące (jeśli nie miliony) urzędasów stracą pracę. Wyjdą na jaw ich zaniedbania i przekręty. Zapełnią się więzienia. Ale to może nie wystarczyć uczciwym, poszkodowanym ludziom. Ludziom, którzy nie byli tak sprytni jak ja, żeby przepisy prawa omijać. Przecież to ci uczciwi ludzie znowu zapłacą za warunki więzienne.

Zresztą urzędnicy państwowi są tylko współwinni przestępstw, które zamierzam ujawnić. Są odgórnie kierowani przez osoby, które dzięki swoim immunitetom i innym durnym przywilejom, nawet nie pójdą siedzieć. A przecież w oczach tych krzywdzonych od lat ofiar systemu, ludzie na stołkach nie powinni trafić do więzienia, tylko zostać powieszeni, rozstrzelani itd. Boję się, że może dojść do masowych zamieszek, których ofiarami będą właśnie głównie te osoby na stołkach.

Poniekąd boję się również o samego siebie. Co jeśli treści które przedstawię w swoim filmie i w swojej książce, które za wszelką cenę będę się starał rozprzestrzenić, przedstawić i wytłumaczyć dla szerokiego grona odbiorców, będą tłumione przez sługusów systemu? Co jeśli moja wolność słowa zostanie mi odebrana? Co jeśli uda się policji i wojsku zataić przedstawianą przeze mnie prawdę? Co jeśli w dodatku wymiar niesprawiedliwości wykorzysta to wszystko przeciwko mnie? Sługusy systemu będą się zapierać, że to ja jako jednostka przez te kilka lat łamałem prawo, taiłem fakty, niszczyłem system od środka i w ogóle namawiałem do rewolucji intelektualnej i do przebudzenia się. Najpewniej nie dadzą mi nawet dojść do głosu!

Dlatego na razie jeszcze mój pomysł pozostanie w moim umyśle. Będę go pielęgnował i rozwijał. Będę się przygotowywał mentalnie do jego realizacji. Tylko się boję, że nie zdążę zanim się zestarzeję, bo ten wyzyskujący jednych, a wspierający drugich system socjalny zamiast zostać wreszcie zastąpiony sprawiedliwością, nadal się rozwija! Sieją propagandę, rąbią kasę, rżną społeczeństwo od tylca. A to społeczeństwo zamiast się przebudzić, napędza ekonomię, tyra za dodrukowywane albo całkiem wirtualne pieniądze i zadowala się ochłapami szarej codzienności.

Ale najbardziej boję się, że stanie się coś najbardziej niespodziewanego. To znaczy właściwie ja zdaję sobie doskonale sprawę, że tak się może stać. Boję się, że ja wyjawię całą prawdę, przedstawię te wszystkie argumenty i dokładne szczegóły i w ogóle pokażę, co robiłem krok po kroku, poprowadzę was za rączkę. Pokażę wam na video, co robiły poszczególne urzędy i instytucje, żeby nam wszystkim było niby lepiej. Zademonstruję, jak dokładnie zostaliśmy oszukani i okradzeni przez rząd będący jedną wielką wtyką korporacji. Podam przykłady, która organizacja kogo okradła i na ile i ile osób dzięki temu postanowiło skończyć ze swoim życiem i ile dzięki temu dzieci zostało sierotami, a wy i tak niczego nie zrozumiecie! Tego właśnie boję się najbardziej.


poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Autosugestia - Naturalny porządek rzeczy

Zaglądnijcie sobie przykładowo do wikipedii i zobaczcie, jak niewiele jest tam napisane o autosugestii:

Autosugestia – technika pozwalająca na prace nad ograniczającymi przekonaniami osoby ją stosującej. Polega na wielokrotnym powtarzaniu afirmacji, co powoduje podniesienie poczucia własnej wartości i przezwyciężenie ograniczających przekonań.
Autosugestia polega na powtarzaniu sobie pewnych wzorców, służących do osiągania celu. Wielu sportowców stosuje wizualizacyjną formę autosugestii. Wyobrażają sobie kilkukrotnie, że na przykład skaczą o tyczce i udaje im się nie zrzucić poprzeczki. Autosugestia praktykowana przez kilka lat daje ogromne efekty.

I to już wszystko! Nic więcej nie napisano, a przecież coraz częściej (szczególnie Polacy) traktują wikipedię jako szczególnie kompetentne źródło informacji. Nic więc dziwnego, że tak mało osób zna techniki autosugestii, a jeszcze mniej osób wierzy w działanie tych technik i je stosuje. Ja postaram się napisać wam coś więcej na ten temat.

Śmiem twierdzić, że autosugestia tak na prawdę jest tylko pojęciem stworzonym przez ludzi, którzy nie wiedzą, że wszystko we wszechświecie podlega prawom fizyki, do których to praw należy także zaliczać "prawo wzajemnego przyciągania się", a co za tym idzie również "prawo odpychania się". Tylko które prawo przyciągania mam na myśli, skoro istnieje ich kilka? Wiele osób uważa Isaaca Newtona za odkrywcę praw przyciągania. Przed nim wiele osób, także greccy uczeni, rozważali już że "przeciwności przyciągają się" a "podobieństwa się odpychają". Już nawet Empedokles żyjący mniej więcej w latach 490 do 430 p.n.e rozważał istnienie materii i sił wywierających na nią wpływ. Potem na bazie twierdzeń Empedoklesa w latach mniej więcej 424 do 347 przed Chrystusem Plato wymyślił pojęcie Philia (siła przyciągania). Po Newtonie wgłębiono się w fizykę kwantową i zastąpiono prawa przyciągania się termodynamiką kwantową i oddziaływaniem chemicznym pierwiastków. Co jeśli chodzi nie tylko o prawa fizyki z materialnego punktu widzenia?

Nie jestem pierwszą ani jedyną osobą, która patrzy na prawa fizyki nie tylko materialnie. wiele osób ma poglądy, że na przykład w związkach partnerskich w tej drugiej osobie pociąga nas to, że ta osoba jest zupełnie inna niż my - ta osoba jest niepowtarzalna i niezwykła, albo uzupełnia cechy naszego charakteru. Inni znowu twierdzą, że wprost przeciwnie, związki partnerskie trwają długo tylko wtedy, gdy partnerzy są do siebie bardzo podobni pod względem charakterów. Socjolodzy nieustannie spierają się na ten temat i najprawdopodobniej nie da się ustalić, kto tak na prawdę ma rację. Istnieje też taki pogląd, że jeśli po prostu nie jesteś w typie tej drugiej osoby, zawsze możesz zwrócić się o pomoc do jakiegoś szamana albo mędrca i pod wpływem sugestii, albo jakiejś códownej mikstury sytuacja się odmieni.

Czy czytaliście kiedyś bestsellerową książkę The Secret autorstwa Rhondy Byrne, albo może oglądaliście film pod tym samym tytułem? Istnieje w nich pogląd, że pozytywne myślenie, a więc sugestia daje niesamowite rezultaty takie jak poprawa zdrowia, przypływ szczęścia, napływ gotówki...
Ja czytałem tylko opis tej książki i nie oglądałem tego filmu, ale nie potrzebowałem czerpać z nich wiedzy, ponieważ ja już tą wiedzę posiadam w sobie i wiem, że sugestia i autosugestia działają. Podzielam poglądy twórcy wyżej wspomnianej książki, autosugestia jest jednym z praw fizyki, którymi rządzi się cały wszechświat. Jednakże gdy cały świat ma obecnie tendencję rozmawiać wyłacznie o prawach fizyki, ja określiłbym autosugestię mianem prawa natury.

Rozejrzyjcie się dookoła siebie. Cały świat gada na tematy takie jak na przykład: odchudzanie się, jogging, siłownia, wegetarianizm, walka ze stresem. Jedni stosują dietę cód żeby nie przytyć, a innym wystarcza do tego pozytywne myślenie i samozaparcie. Jedni czują się świetnie na speed-ach, a świat staje się kolorowy po zastosowaniu marihuany i wtedy znika stres, albo stosują dopalacze i suplementy gdy ćwiczą, a mi w zupełności wystarcza autosugestia i stanowczość w dążeniu do celu. Zwróćcie także uwagę na to, że jedni z dnia na dzień za wysoko stawiają sobie poprzeczkę, albo starają się dążyć do tego samego celu, do którego dąży więszkość ludzi i może im to zaszkodzić, dródzy zaś do wszystkiego co robią podchodzą bardzo rozważnie i z nadmierną ostrożnością, co sprawia że w ogóle nie osiągają żadnego celu, bo go po prostu nie mają. Ja postanowiłem znaleźć sobie złoty środek na wszystko, bo naturalną cechą wszechświata jest panująca w nim równowaga.

Znane jest niektórym powiedzenie, że "każdy kij ma dwa końce". Moim zdaniem chodzi w nim o to, że cokolwiek robisz w życiu, jakiekolwiek cele sobie stawiasz, zawsze znajdą się zarówno pozytywne, jak i negatywne skutki twoich działań. Autosugestia nie istnieje tylko po to, żeby zawsze było dobrze w życiu, ale także po to aby zrozumieć, że naturalnym porządkiem rzeczy jest równowaga pomiędzy dobrem i złem, pozytywnym i negatywnym stanem Twojego samopoczucia. Należy również pamiętać o samopoczuciu innych. Gdyby całe twoje życie było idealne, to byłoby po prostu nudne. Nikt też nie jest w stanie zmienić całego świata i sprawić by wszystkim żyło się dobrze. Jak myślisz, dlaczego twórca książki The Secret dała jej właśnie taki, a nie inny tytuł? Moim zadniem ona rozumiała, że we wszechświecie ktoś musi mieć negatywne samopoczucie, żeby w tym samym czasie ktoś inny mógł mieć dla równowagi samopoczucie pozytywne.

Na poparcie mojej ideologii mam następujący argument: Zastanów się przez chwilę dlaczego istnieje coś takiego jak fale? Są fale magnetyczne, fale na wodzie, nasze samopoczucie drga falowo. Jesteśmy "raz na wozie, raz pod wozem". Co by było, gdyby po prostu nie było fal? Wszystko we wszechświecie po prostu zamarłoby w bezruchu i stałoby się jednolite. Pomiędzy materią i antymaterią nie zachodziłyby żadne oddziaływania. Sądzę, że autosugestia to nauka o tym, w jaki sposób "żyć na fali", "biec z duchem czasu" i wykorzystywać "zasadę zachowania pędu", ale tak żeby nie zakłócać harmonii i równowagi we wszechświecie i nie powodować ani zwiększenia ani zmniejszenia amplitudy jego drgań. Ale ludzkość jest tylko maciupeńką cząstką wszechświata i to, co my myślimy albo robimy nie ma wielkiego wpływu na wszechświat, więc po co zaprzątać sobie tym głowę? Trzeba żyć pełnią życia do puki mamy na to czas, znajdować zawsze "drugi koniec kija" i właśnie do tego służy mi autosugestia.

Czego może dla nas dokonać autosugestia, a czego dokonać nie może? Dzięki autosugestii możesz nie zachorować na grypę, mimo że wszyscy w koło będą kichać i prychać na całego. Jeśli się skaleczysz, autosugestia pomoże szybko zatamować krwawienie, pozwoli całkowicie lub częściowo wyłączyć ból i sprawi, że skaleczone miejsce bardzo szybko będzie się goić. Dzięki autosugestii masz większe szanse na to, że w twoją ranę nie wda się zakażenie. Oczywiście wcale nie znaczy to, że rany nie trzeba czasem wyczyścić i wysuszyć. Niektórzy mówią, że wiara czyni códa i można dzięki niej na przykład całkowicie ozdrowieć z zachorowania na raka. Myślę że autosugestia i wiara, o ile nie są jednym i tym samym, to przynajmniej mają wiele cech wspólnych. Ktoś się zapyta, co ja mogę na ten temat wiedzieć, skoro nigdy nie chorowałem na raka. Owszem, nie chorowałem na raka. W ogóle na nic nie chorowałem (nawet na katar) już od ponad 20 lat, czyli mniej więcej tak długo, jak długo rozumiem i stosuję tą technikę. Autosugestia nie sprawi raczej, że odrośnie odcięta ręka albo noga, ale należy pamiętać, że w takim przypadku przez pewien krótki czas nierzadko można jeszcze tą rękę albo nogę przyszyć. Autosugestia jest w stanie przedłużyć ten czas. Osoby stosujące autosugestię są też o wiele bardziej odporne na stres i panują nad swoimi emocjami.

Ja osobiście autosugestią nazywam również sposób wewnętrznego porozumiewania się z moim własnym umysłem. Nad całym ciałem czuwa mózg. Powiedzmy, że ktoś zna się na autosugestii na tyle, że jest w stanie wpływać na swoje życie na tyle, żeby dzięki medytacji rozwiązać jakiś problem - to jest zaledwie pierwszy poziom wtajemniczenia. Jeśli ktoś potrafi sterować swoim umysłem tak, żeby dzięki temu wpływać na swoje ciało i na przykład uodpornić się na zimno - to jest zaledwie drugi  poziom wtajemniczenia. Ale przecież mózg również jest ciałem. Jeśli więc potrafisz wewnątrz swojego umysłu wydzielić odrębne rejony, które będą sprawnie kontrolowały resztę twojego umysł i dzięki temu na przykład nie będziesz już musiał niczego sobie wmawiać, ani medytować, bo twój mózg zrobi to za ciebie automatycznie - osiągnąłeś trzeci poziom wtajemniczenia. Ja obecnie staram się, z całkiem niezłym skutkiem, odkrywać czwarty poziom, na którym próbuję wpływać na swoje własne życie, ale także na życie innych. Domyślam się i rozpoznaję na dystans, które regiony mózgu u innych osób należy pobudzić, żeby osiągnąć jakiś zamierzony cel w ich ciele. Krótko mówiąc stosuję obecnie nie tylko autosugestię, ale również sugestię. Staram się tez dostrzec wpływ sugestii wymierzonej w moim kierunku. I nie chodzi tylko o ludzi... Przecież można wpływać również na zwierzęta, rośliny, całe środowisko naturalne, które nas otacza, podczas gdy natura wpływa na nas.

Mogłoby się komuś wydać, że zagadnienia, które teraz tutaj poruszam są jak gadanie o wiedzy magicznej, albo o ufoludkach. Otóż wcale tak nie jest. Wszyscy często nieświadomie stosujemy elementy tej wiedzy w życiu codziennym, tylko że niewielu z nas starało się opanować tą wiedzę do perfekcji. Dajmy na to grając w karty w pokera ważne jest nie tylko to, że się dobrze liczy karty. Kiedy umiejętnie blefujemy, stosujemy na przeciwniku sugestię i za jej sprawą dochodzi on na przykład do wniosku, że posiadamy lepsze karty niż on, mimo że wcale tak w rzeczywistości nie musi być. Sugestia jest naszą codziennością, ale tylko nieliczni zdają sobie sprawę, jak wielką siłą dysponują.

piątek, 30 marca 2012

Motywacja do pracy

W utopijnym świecie, w którym brakuje jedynie nas samych, ludzie pracują z uśmiechem na ustach przepełnieni satysfakcją. Wykonują pracę, którą lubią. Wykonują pracę, którą potrafią robić najlepiej i wszyscy w koło uważają ich za ekspertów w ich zawodzie. Za ich pracę otrzymują odpowiednie wynagrodzenie, dzięki któremu da się żyć na wysokim poziomie. A w dodatku ta wykonywana praca ma sens i znaczenie. Nikt nigdy nie powie "po co? na co to komu? jaki z tego pożytek?" Taka idealna praca nikogo nie męczy, nikomu nie szkodzi i można się z niej wiele nauczyć. I nie płaci się się podatków, no bo na co przeznaczać podatki, skoro każdego na wszystko stać? A jeśli nawet ktoś jest niezdolny do wykonywania pracy z powodu podeszłego wieku albo z powodu choroby... ludzie w koło pomogą. Trzeba sobie wzajemnie pomagać...

W tym samym czasie w realnym świecie żyje sobie teoretyczny człowiek, który od dziecka marzył, że będzie w swoim życiu robił coś zupełnie innego niż to, do czego został przyuczony w swoich młodzieńczych latach. Potem wziął się za ciężką pracę pełną wyrzeczeń. Nikt mu nigdy w niczym nie pomógł, a jeśli nawet pomógł, to na pewno nie bezinteresownie. Szef początkowo zatrudnił go na próbę i nie płacił mu wcale. Następnie łaskawie zaczął płacić jakieś pieniądze, ale wszyscy w koło zarabiali więcej. W dodatku szef cały czas gapił mu się na ręce, a inni w tym czasie obijali się i rzucali mu kłody pod nogi. Teoretyczny człowiek wytrzymał jakoś ten wszechstronny nacisk wierząc, że kiedyś przecież wkońcu będzie lepiej. Jego jedyną motywacją do pracy była jego wiara w lepsze jutro. I rzeczywiście z czasem było lepiej. Szef zaczął mu płacić tyle samo, co wszystkim. Nawet już tak strasznie nie gapił się na ręce i nie podglądał zza winkla. Nadszedł czas chodzenia do pracy właściwie tylko po to, żeby się pokazać szefowi i żeby płacił. Sensu i znaczenia ta praca nadal nie miała żadnego. Wszyscy się obijali i przedłużali sobie przerwy na lunch o tyle, o ile tylko się dawało. Raz na jakiś czas szef warczał, ale można się było przyzwyczaić i go olać.

Życie stawało się coraz bardziej monotonne i szare. Praca, dom, praca, dom. W weekend się narąbać, w święta się spotkać z rodziną. Życie nabrało nieco koloru, gdy nasz teoretyczny człowiek poznał kobietę swojego życia. Pochodziła z tej samej ubogiej klasy społecznej co on, ale przynajmniej potrafiła się dobrze bawić. Oczy przesłoniła mu ślepa miłość do człowieka, z którym przy odrobinie szczęścia można będzie w przyszłości wspólnie stworzyć lepszy świat, osiągnąć wyższy poziom. Tak, marzenia o przyszłości potrafią zmotywować do pracy.

"Tylko jak długo da się tak żyć na tym zdecydowanie niskim poziomie?" - zastanawiał się teoretyczny człowiek, któremu z dnia na dzień coraz bardziej brakowało wiary w to, że się wreszcie kiedykolwiek doczeka lepszego jutra. Można się było trochę podszkolić w jakiejś zbliżonej dodatkowej branży. Skoro się co miesiąc grzecznie płaci podatki, a część z nich jest przeznaczona na wsparcie dla osób, które chcą się edukować w celu osiągnięcia lepszej kariery zawodowej... czemu nie? Tylko że w rzeczywistości znaleźć odpowiedni trening w świecie, w którym wszyscy wykonują swoją pracę tylko po to, żeby odbębnić swoją dniówkę, graniczyło z códem. Był taki jeden kurs tylko jeden, dzięki któremu można się było dokształcić, ale kosztował bardzo dużo. Był tylko jeden taki kurs! Pracownika fizycznego, który ledwie co wiąże koniec z końcem nie było na ten kurs stać, a system socjalny który miał część pieniędzy z podatków przeznaczać na takie właśnie cele, już dawno przeznaczył te pieniądze na bonusy i bankiety dla biurokratów i polityków. Było za to pełno innych trainingów, których poziom siągnął dna i mocno się do niego przykleił. W starej, ale co kilka lat odremontowywanej z pieniędzy unijnych placówce szkoleniowej, którą mu polecono, nasz teoretyczny człowiek zobaczył zapyziałe biurwy wciskające zapyziałym szarym ludziom zapyziałą ciemnotę o motywacji do szarej zapyziałej pracy. "Ehhh... czas wracać do domu."

W domu czekała naszego teoretycznego człowieka kolorowa rzeczywistość. "Kochanie. Będziemy mieli dzidziusia." - "W porządku... nie jest źle... jakoś to będzie... jakoś się nam uda zwiazać koniec z końcem. Będę ojcem! Huraaa!" - takie myśli przewinęły się przez jego zmęczony rzeczywistością umysł. W zwiazkach bywa różnie. Są upadki i wzloty. Upadki są konieczne po to, żeby się z nich podnosić i czegoś się w życiu nauczyć. Czasami więc bywało źle, a czasami bywało znośnie. "Kochanie. Będziemy mieli drugiego dzidziusia."

Niestety, jak to czasami ze związkami partnerskimi bywa, rozpadają się. Częstą przyczyną jest wszechogarniający stres związany z pracą, z niedoborem pieniędzy, z koniecznością podzielenia się z partnerką obowiązkami i z innymi komplikacjami. Bez różnicy, jak do tego doszło. Ważne że naszemu teoretycznemu człowiekowi życie znów zupełnie straciło kolor, a jego perspektywy na lepsze jutro legły w gruzach. Związek się rozpadł.

System socjalny, w którego skład wchodzą także niezawisłe sądy, stworzył takie przepisy, że matce zwyczajowo przyznaje się prawo do opieki nad dzieckiem, a ojcu zwyczajowo przyznaje się obowiązek płacenia alimentów. To nie ważne, że czasem ta matka nie nadaje się do bycia matką. Ważne jest że sądy są niezawisłe i nieomylne. Nasz teoretyczny człowiek słyszał gdzieś kiedyś o takim prawie, ale nie wiedział że kiedyś właśnie jego będzie ono w głównej mierze dotyczyć. Wydawało się, że sądy mają coś wspólnego ze sprawiedliwością, więc skoro partnerka niesprawiedliwie wniosła pozew o alimenty, nie pozostało mu nic innego do wyboru, jak tylko się z nią sądzić. Szef okazał się być wyrozumiałym człowiekiem i o ile nasz teoretyczny człowiek zapragnął pracować więcej niż zwykle, o tyle szef mu więcej płacił. Większość z tych pieniędzy szła na adwokatów i rozprawy sądowe. Teraz to już w ogóle ledwie dawało się żyć. Tyrał w dzień, tyrał w nocy. Mało jadł, mało spał. Łożył na dom, na dziecko, na koszty rozprawy sądowej. Po pewnym czasie rozchorował się i koszty leczenia też musiał pokrywać z własnej kieszeni. A podobno jak się płaci podatki, to część z tych pieniędzy idzie na ubezpieczenie chorobowe... Nie ważne... Dziecka prawie wogóle nie widywał, bo partnerka mu na to nie pozwalała. Partnerki również nie widywał, bo ona widywała innych facetów i jej nigdy nie było w domu. Ważne że po jakimś czasie udało się wygrać w sądzie.

O ile można to nazwać wygraną... Nasz teoretyczny człowiek został samotnym ojcem dwójki dzieci. Jako że był chory i ciężko mu było pogodzić pracę z opieką nad dziećmi, po pewnym czasie dostał wypowiedzenie z pracy. W obecnej sytuacji, było to już ponad jego siły. Zawsze miał silną psychikę i wolę, ale mimo wszystko powoli zaczynał się staczać po równi pochyłej.

Na szczęście pewnego dnia przyszło do niego olśnienie. Pomysłał sobie: "Skoro przez tyle lat ciężko pracowałem i płaciłem podatki, a jak byłem w potrzebie dokształcenia się, to system socjalny mi nie pomógł... Ale jak sam sobie chciałem pomóc i pracowałem więcej niż fizycznie byłem w stanie znieść, to system socjalny zawsze rzetelnie pilnował czy przypadkiem nie powinienem płacić więcej podatków. Koniec tej niesprawiedliwości! Nie dam się więcej doić!". I tym sposobem nasz teoretyczny człowiek przeszedł na bezrobocie. W kraju w którym mieszkał, system socjalny był bardzo dobrze rozwinięty i opłacało się być bezrobotnym. Co prawda osobom pracującym taki system socjalny wcale nie był na rękę, ale teraz to go już nie dotyczyło. Od czasu do czasu tylko dorabiał sobie na czarno, bo od dziecka był zawsze osobą ambitną i zmotywowaną do pracy. Motywacja do pracy he he. Mówił sobie: "Będę ostrożny, żeby taka sytuacja trwała jak najdłużej, a przynajmniej tak długo, jak długo istnieje ten durny system społeczny, w którym jestem zmuszony żyć."

Okazało się z wyliczeń, że jak od wynagrodzenia zwykłego robola odliczy się wszystkie płacone przez niego podatki, koszty leczenia, cały ten stres psychiczny, którego na codzień doznaje on w swojej pracy, to zarabia on o wiele mniej niż człowiek bezrobotny, który nie robi zupełnie nic i żyje sobie z zasiłków. Owszem można być kimś więcej niż tylko robolem, a nawet jest to wskazane żeby się rozwijać intelektualnie. Gdyby system socjalny wspierał ludzi, a nie ich wykorzystywał, wszystkim żyłoby się lepiej.

Ale ludzie tego nie rozumieją. Czy więc skoro zdecydowana większość ludzi nie rozumie tego, czy w sytuacji gdyby zupełnie system socjalny nie istniał, żyłoby się nam lepiej? Nie. Ludzie są głupi i leniwi. System socjalny musi istnieć, żeby nimi kierować, ale nie może to być taki system socjalny, jaki obecnie prężnie rozwija się w całej europie. Nie może to być system, który zamiast uczyć i wspierać, doi ciężko pracujących ludzi, nie daje im żadnych perspektyw, dusi ekonomię stale rosnącymi podatkami i zawiłymi przepisami prawnymi, które to przepisy niekiedy nawet same z sobą są sprzeczne. Choć jest to błednie uważane za jakąś formę dyktatury, ludźmi ktoś powinien pokierować.

Choć będąc dzieckiem nasz teoretyczny człowiek miał zupełnie inne hobby i zainteresowania niż dyktatura, zaczął poważnie rozmyślać, jak wykreować nowy lepszy świat, w którym nie ma biurokracji. Znalazł setki sposobów, jak omijać prawo, bo było dziurawe jak sito. Zaczął dobrowolnie i bezpłatnie dzielić się swoją wiedzą z ludźmi, którzy do złudzenia przypominali jego samego z czasów, gdy był szarym robolem podłączonym do systemu. Wypowiadał się w audycjach internetowych, udzielał się na czacie, wysyłał swój przekaz e-mailem w odpowiedzi na oferty pracy, które dostawał od oślepionych systemem pracoholików. Napisał nawet swojego własnego bloga...

Początkowo owego teoretycznego człowieka dziwiło niskie zainteresowanie jego blogiem. Nikt nikt nie udzielił nawet jednego komentarza. Potem dziwiło go, że choć kilka komentarzy się pojawiło, to były to przejawy krytyki do tekstów, które pisał. Zarzucano mu, że "Jak tak można? To głupota, utopia. Nikt tak nie robi. Kilka miliardów ludzi nie może się mylić." Czuł się jak odmieniec... ale żyło mu się z tym dobrze, bo żył ze swoimi dziećmi w dostatku w porównaniu do tej szerzącej się wszędzie nędzy... Aż wreszcie zarzucił pracę nad swoim blogiem. "Niech się wszystko samo z siebie rozwali, bo i tak do tego zmierza. Łatwiej będzie to wszystko w przyszłości wybudować od podstaw, niż teraz naprawić. Ludzie to marionetki i tak je będę od dzisiaj traktował" - pomyślał sobie rozłożywszy się w swoim hamaku w ogrodzie. Oczywiście to wszystko tylko teoria...to był tylko teoretyczny człowiek.

wtorek, 27 marca 2012

Czarna przyszłość

Kimkolwiek jesteś, o ile znajdujesz się w Londynie i nie siedzisz w domu, przez cały dzień twoje poczynania filmuje na żywo nawet 10 kamer jednocześnie. W centrum miasta twoją osobę obserwuje nawet 300 kamer na raz. Polska jest co prawda daleko w tyle za przykładową Wielką Brytanią i należy do krajów rozwiniętych chyba tylko z nazwy, ale i tam liczba kamer będących częścią systemu zabezpieczeń różnych firm i korporacji, w ciągu ostatnich 10 lat zwiększyła się kilkunastokrotnie. Zwiększyła się też liczba ogrodzeń. Jeśli kiedyś chciało się pójść do lasu na grzyby, to po prostu się szło na grzyby i tyle. Dzisiaj coraz częściej trzeba najpierw naszukać się porządnie, żeby znaleźć taki las, w którym jeszcze rosną grzyby, a potem upewnić się, że ten teren nie jest czyjąś prywatną własnością i nie jest ogrodzony na przykład stalową siatką. Kiedyś, jeśli chciałeś pójść do sklepu po chleb, to brałeś pieniądze i szedłeś po chleb. Obecnie coraz częściej mamy na mysli nie jakąś małą prywatną piekarnię, tylko supermarket. Coraz mniej opłaca się pracować w małych firmach, bo dużym korporacjom przysługują coraz większe prawa. Im większa jest firma, tym większe są jej przychody, a koszty adwokatów, którzy załatwią pozytywnie każdą sprawę, stają się wtedy łatwiejsze do pokrycia. Kwota gotówki, którą dysponujesz, mnożona jest przez mnożnik znajomości i wtyk, które masz w urzędach państwowych.

Są tacy ludzie, którzy kupując sobie na własność na przykład dom zwracają uwagę wyłącznie na jego cenę, lokalizację i koszty związane z dostarczeniem do niego wody i elektryczności. Okazuje się potem, że jakiś biurokrata zmienił jeden drobny niejasny przepis prawa i pojawiają się raptem dodatkowe koszty. Wtedy owi ludzie zaczynają popadać w długi i tracić grunt pod nogami. Mowa tutaj o szarych podatnikach, którzy grzecznie płacą podatki nie zdając sobie sprawy z tego, dlaczego i komu nabijają kieszeń.

Są również tacy ludzie, którzy korzystając z pieniędzy podatników naginają prawo, żeby wykupić sobie powyższy dom za bezcen. Mowa tutaj o wpływowych urzędnikach państwowych - twórcach systemu, w którym żyjemy.

Mając na uwadze fakt, że system się prężnie rozwija i sieć przepisów prawnych coraz bardziej zaciska się na szyjach szarego społeczeństwa, już wkrótce życie przestanie się opłacać. Dopiero wtedy ludzkość opamięta się i zacznie działać... ale wtedy już będzie za późno, żeby cokolwiek zmieniać. Dzisiaj jeszcze nazywają ciebie obywatelem, a jutro być może będą ciebie nazywać złodziejem.