Zaglądnijcie sobie przykładowo do wikipedii i zobaczcie, jak niewiele jest tam napisane o autosugestii:
Autosugestia – technika pozwalająca na prace nad ograniczającymi przekonaniami osoby ją stosującej. Polega na wielokrotnym powtarzaniu afirmacji, co powoduje podniesienie poczucia własnej wartości i przezwyciężenie ograniczających przekonań.
Autosugestia polega na powtarzaniu sobie pewnych wzorców, służących
do osiągania celu. Wielu sportowców stosuje wizualizacyjną formę
autosugestii. Wyobrażają sobie kilkukrotnie, że na przykład skaczą o
tyczce i udaje im się nie zrzucić poprzeczki. Autosugestia praktykowana przez kilka lat daje ogromne efekty.
I to już wszystko! Nic więcej nie napisano, a przecież coraz częściej (szczególnie Polacy) traktują wikipedię jako szczególnie kompetentne źródło informacji. Nic więc dziwnego, że tak mało osób zna techniki autosugestii, a jeszcze mniej osób wierzy w działanie tych technik i je stosuje. Ja postaram się napisać wam coś więcej na ten temat.
Śmiem twierdzić, że autosugestia tak na prawdę jest tylko pojęciem stworzonym przez ludzi, którzy nie wiedzą, że wszystko we wszechświecie podlega prawom fizyki, do których to praw należy także zaliczać "prawo wzajemnego przyciągania się", a co za tym idzie również "prawo odpychania się". Tylko które prawo przyciągania mam na myśli, skoro istnieje ich kilka? Wiele osób uważa Isaaca Newtona
za odkrywcę praw przyciągania.
Przed nim wiele osób, także greccy uczeni, rozważali już że "przeciwności przyciągają się" a "podobieństwa się odpychają". Już nawet Empedokles żyjący mniej więcej w latach 490 do 430 p.n.e rozważał istnienie materii i sił wywierających na nią wpływ. Potem na bazie twierdzeń Empedoklesa w latach mniej więcej 424 do 347 przed Chrystusem Plato wymyślił pojęcie Philia (siła przyciągania). Po Newtonie wgłębiono się w fizykę kwantową i zastąpiono prawa przyciągania się termodynamiką kwantową i oddziaływaniem chemicznym pierwiastków. Co jeśli chodzi nie tylko o prawa fizyki z materialnego punktu widzenia?
Nie jestem pierwszą ani jedyną osobą, która patrzy na prawa fizyki nie tylko materialnie. wiele osób ma poglądy, że na przykład w związkach partnerskich w tej drugiej osobie pociąga nas to, że ta osoba jest zupełnie inna niż my - ta osoba jest niepowtarzalna i niezwykła, albo uzupełnia cechy naszego charakteru. Inni znowu twierdzą, że wprost przeciwnie, związki partnerskie trwają długo tylko wtedy, gdy partnerzy są do siebie bardzo podobni pod względem charakterów. Socjolodzy nieustannie spierają się na ten temat i najprawdopodobniej nie da się ustalić, kto tak na prawdę ma rację. Istnieje też taki pogląd, że jeśli po prostu nie jesteś w typie tej drugiej osoby, zawsze możesz zwrócić się o pomoc do jakiegoś szamana albo mędrca i pod wpływem sugestii, albo jakiejś códownej mikstury sytuacja się odmieni.
Czy czytaliście kiedyś bestsellerową książkę The Secret autorstwa Rhondy Byrne, albo może oglądaliście film pod tym samym tytułem? Istnieje w nich pogląd, że pozytywne myślenie, a więc sugestia daje niesamowite rezultaty takie jak poprawa zdrowia, przypływ szczęścia, napływ gotówki...
Ja czytałem tylko opis tej książki i nie oglądałem tego filmu, ale nie potrzebowałem czerpać z nich wiedzy, ponieważ ja już tą wiedzę posiadam w sobie i wiem, że sugestia i autosugestia działają. Podzielam poglądy twórcy wyżej wspomnianej książki, autosugestia jest jednym z praw fizyki, którymi rządzi się cały wszechświat. Jednakże gdy cały świat ma obecnie tendencję rozmawiać wyłacznie o prawach fizyki, ja określiłbym autosugestię mianem prawa natury.
Rozejrzyjcie się dookoła siebie. Cały świat gada na tematy takie jak na przykład: odchudzanie się, jogging, siłownia, wegetarianizm, walka ze stresem. Jedni stosują dietę cód żeby nie przytyć, a innym wystarcza do tego pozytywne myślenie i samozaparcie. Jedni czują się świetnie na speed-ach, a świat staje się kolorowy po zastosowaniu marihuany i wtedy znika stres, albo stosują dopalacze i suplementy gdy ćwiczą, a mi w zupełności wystarcza autosugestia i stanowczość w dążeniu do celu. Zwróćcie także uwagę na to, że jedni z dnia na dzień za wysoko stawiają sobie poprzeczkę, albo starają się dążyć do tego samego celu, do którego dąży więszkość ludzi i może im to zaszkodzić, dródzy zaś do wszystkiego co robią podchodzą bardzo rozważnie i z nadmierną ostrożnością, co sprawia że w ogóle nie osiągają żadnego celu, bo go po prostu nie mają. Ja postanowiłem znaleźć sobie złoty środek na wszystko, bo naturalną cechą wszechświata jest panująca w nim równowaga.
Znane jest niektórym powiedzenie, że "każdy kij ma dwa końce". Moim zdaniem chodzi w nim o to, że cokolwiek robisz w życiu, jakiekolwiek cele sobie stawiasz, zawsze znajdą się zarówno pozytywne, jak i negatywne skutki twoich działań. Autosugestia nie istnieje tylko po to, żeby zawsze było dobrze w życiu, ale także po to aby zrozumieć, że naturalnym porządkiem rzeczy jest równowaga pomiędzy dobrem i złem, pozytywnym i negatywnym stanem Twojego samopoczucia. Należy również pamiętać o samopoczuciu innych. Gdyby całe twoje życie było idealne, to byłoby po prostu nudne. Nikt też nie jest w stanie zmienić całego świata i sprawić by wszystkim żyło się dobrze. Jak myślisz, dlaczego twórca książki The Secret dała jej właśnie taki, a nie inny tytuł? Moim zadniem ona rozumiała, że we wszechświecie ktoś musi mieć negatywne samopoczucie, żeby w tym samym czasie ktoś inny mógł mieć dla równowagi samopoczucie pozytywne.
Na poparcie mojej ideologii mam następujący argument: Zastanów się przez chwilę dlaczego istnieje coś takiego jak fale? Są fale magnetyczne, fale na wodzie, nasze samopoczucie drga falowo. Jesteśmy "raz na wozie, raz pod wozem". Co by było, gdyby po prostu nie było fal? Wszystko we wszechświecie po prostu zamarłoby w bezruchu i stałoby się jednolite. Pomiędzy materią i antymaterią nie zachodziłyby żadne oddziaływania. Sądzę, że autosugestia to nauka o tym, w jaki sposób "żyć na fali", "biec z duchem czasu" i wykorzystywać "zasadę zachowania pędu", ale tak żeby nie zakłócać harmonii i równowagi we wszechświecie i nie powodować ani zwiększenia ani zmniejszenia amplitudy jego drgań. Ale ludzkość jest tylko maciupeńką cząstką wszechświata i to, co my myślimy albo robimy nie ma wielkiego wpływu na wszechświat, więc po co zaprzątać sobie tym głowę? Trzeba żyć pełnią życia do puki mamy na to czas, znajdować zawsze "drugi koniec kija" i właśnie do tego służy mi autosugestia.
Czego może dla nas dokonać autosugestia, a czego dokonać nie może? Dzięki autosugestii możesz nie zachorować na grypę, mimo że wszyscy w koło będą kichać i prychać na całego. Jeśli się skaleczysz, autosugestia pomoże szybko zatamować krwawienie, pozwoli całkowicie lub częściowo wyłączyć ból i sprawi, że skaleczone miejsce bardzo szybko będzie się goić. Dzięki autosugestii masz większe szanse na to, że w twoją ranę nie wda się zakażenie. Oczywiście wcale nie znaczy to, że rany nie trzeba czasem wyczyścić i wysuszyć. Niektórzy mówią, że wiara czyni códa i można dzięki niej na przykład całkowicie ozdrowieć z zachorowania na raka. Myślę że autosugestia i wiara, o ile nie są jednym i tym samym, to przynajmniej mają wiele cech wspólnych. Ktoś się zapyta, co ja mogę na ten temat wiedzieć, skoro nigdy nie chorowałem na raka. Owszem, nie chorowałem na raka. W ogóle na nic nie chorowałem (nawet na katar) już od ponad 20 lat, czyli mniej więcej tak długo, jak długo rozumiem i stosuję tą technikę. Autosugestia nie sprawi raczej, że odrośnie odcięta ręka albo noga, ale należy pamiętać, że w takim przypadku przez pewien krótki czas nierzadko można jeszcze tą rękę albo nogę przyszyć. Autosugestia jest w stanie przedłużyć ten czas. Osoby stosujące autosugestię są też o wiele bardziej odporne na stres i panują nad swoimi emocjami.
Ja osobiście autosugestią nazywam również sposób wewnętrznego porozumiewania się z moim własnym umysłem. Nad całym ciałem czuwa mózg. Powiedzmy, że ktoś zna się na autosugestii na tyle, że jest w stanie wpływać na swoje życie na tyle, żeby dzięki medytacji rozwiązać jakiś problem - to jest zaledwie pierwszy poziom wtajemniczenia. Jeśli ktoś potrafi sterować swoim umysłem tak, żeby dzięki temu wpływać na swoje ciało i na przykład uodpornić się na zimno - to jest zaledwie drugi poziom wtajemniczenia. Ale przecież mózg również jest ciałem. Jeśli więc potrafisz wewnątrz swojego umysłu wydzielić odrębne rejony, które będą sprawnie kontrolowały resztę twojego umysł i dzięki temu na przykład nie będziesz już musiał niczego sobie wmawiać, ani medytować, bo twój mózg zrobi to za ciebie automatycznie - osiągnąłeś trzeci poziom wtajemniczenia. Ja obecnie staram się, z całkiem niezłym skutkiem, odkrywać czwarty poziom, na którym próbuję wpływać na swoje własne życie, ale także na życie innych. Domyślam się i rozpoznaję na dystans, które regiony mózgu u innych osób należy pobudzić, żeby osiągnąć jakiś zamierzony cel w ich ciele. Krótko mówiąc stosuję obecnie nie tylko autosugestię, ale również sugestię. Staram się tez dostrzec wpływ sugestii wymierzonej w moim kierunku. I nie chodzi tylko o ludzi... Przecież można wpływać również na zwierzęta, rośliny, całe środowisko naturalne, które nas otacza, podczas gdy natura wpływa na nas.
Mogłoby się komuś wydać, że zagadnienia, które teraz tutaj poruszam są jak gadanie o wiedzy magicznej, albo o ufoludkach. Otóż wcale tak nie jest. Wszyscy często nieświadomie stosujemy elementy tej wiedzy w życiu codziennym, tylko że niewielu z nas starało się opanować tą wiedzę do perfekcji. Dajmy na to grając w karty w pokera ważne jest nie tylko to, że się dobrze liczy karty. Kiedy umiejętnie blefujemy, stosujemy na przeciwniku sugestię i za jej sprawą dochodzi on na przykład do wniosku, że posiadamy lepsze karty niż on, mimo że wcale tak w rzeczywistości nie musi być. Sugestia jest naszą codziennością, ale tylko nieliczni zdają sobie sprawę, jak wielką siłą dysponują.

"Secret" to tylko jedna z wielu książek poruszających się w tematyce autosugestii, afirmacji itp. We wszystkich jest opisane tak ładnie i wydaję się być bardzo bardzo proste ( i wierzę, że takie jest w istocie), dlaczego wielu sprawia tak ogromne problemy? Dlaczego, pomimo tego, że coraz więcej ludzi interesuje się tymi tematami, tak mały procent z nich rzeczywiście wprowadza to w swoje życie? Czyżby w rzeczywistości tego nie chcieli naprawdę Jak walczyć z zakodowanymi schematami myślowymi, jaki Ty masz na to sposób? Jak praca nad tym wygląda u Ciebie w praktyce, co polecasz 'początkującym'? Jak przechodzić na kolejne poziomy?
OdpowiedzUsuńStosuję elementy tej wiedzy od jakiegoś czasu i już teraz widzę niesamowite efekty- to naprawdę działa!
Droga Sprężyno: Wiele osób zwraca mi uwagę, że jestem za bardzo zadufany w sobie. Mówią mi, że mi się tak tylko wydaje, że ta moja technika działa i jest prosta w obsłudze. Kiedy właściwie tylko odpowiadam im na jakieś zadane przez nich pytanie, raptem budzę w nich zazdrość i zaczynają twierdzić, że muszę chyba być egoistą, skoro ciągle tylko gadam o samym sobie. A właśnie egoizm jest tym pierwszym krokiem. Trzeba się umieć odseparować i poświęcić samemu sobie poświęcić więcej czasu. Bo widzisz... kiedy opisujemy świat, to mamy na myśli ogół ludzi, zwierząt, roślin, rzeczy i zdarzeń, z którymi mamy kontakt na co dzień. Oceniamy to wszystko co widzimy i na nasze oceny wpływ mają poglądy innych osób. A kiedy jesteśmy sami, wtedy przecież nie widzimy tego wszystkiego i nie jesteśmy w stanie oceniać. Zaczynamy wówczas myśleć samodzielnie. To pierwszy krok na drodze do rozwoju intelektualnego. Kiedy zbudujemy swój własny wewnętrzny świat, zdobędziemy swoje własne przemyślenia, wtedy dopiero powinniśmy otworzyć się na ludzi i porównać swoje spostrzeżenia z ich opiniami na te tematy. Jakże bardzo się wówczas zdziwimy, że zdecydowana większość społeczeństwa jest jednolitą masą, która oscyluje wokół poglądów różnych grup społecznych. Dla samej tylko potrzeby przynależności do jednej z takich grup ludzie potrafią poświęcić swoje własne idee i poglądy. Dla wizerunku zewnętrznego obnoszą się w drogich ciuchach, biżuterii i kosmetykach, żeby ktoś inny postrzegał ich innymi, niż są z rana jak tylko wstaną z łóżka. A przecież niektórzy nie mają nawet łóżka. Co 5 sekund z głodu umiera gdzieś dziecko. Takie dziecko nigdy w swoim krótkim życiu nie będzie się zastanawiało, który krem do cery wrażliwej jest lepszy. Ale korporacje farmaceutyczne głowią się nad tym jakże ważnym zagadnieniem. To właśnie korporacje jako producenci wyrobów wprawiają w ruch ekonomię, a jako że trzymają w garści rząd, to wraz z ekonomią kręci się system. A my kupując wszystko to, co tak na prawdę jest nam zbędne do życia za świeżo dodrukowaną lub wirtualną walutę popychamy koło systemu i ekonomii do przodu. Zszedłem z tematu? Tylko ci się tak wydaje.
UsuńWitam, chciałbym zadać jedno podstawowe pytanie: od czego zacząć ? Czy są dostępne jakieś książki, w których opisany jest cały proces zaczynania autosugestii ? Proszę o odpowiedź.
OdpowiedzUsuńPanie Marcinie, każdy z nas ma inne dna, różnimy się fizycznie, psychicznie. Na każdego z nas różne wydarzenia wywarły różny wpływ, więc mamy różne poglądy. Dlatego każdy teoretycznie powinien zaczynać od czegoś innego. Istnieją nieliczne osoby, dla których priorytetem nie będzie już oczyszczenie umysłu ze wszystkich bzdur, których naoglądaliśmy się w telewizji, nasłuchaliśmy w radio, albo przyswoiliśmy od jakichś mówców i pisarzy.
UsuńWszyscy pozostali muszą zrozumieć, że odpowiedź leży głównie w nas samych. Chociaż raz przestańmy ulegać zbiorowym poglądom, trendom i tendencjom. Ludzkość popełnia wielki błąd czytając za dużo. Nie cała ludzkość i nie wszystkie książki są złe. Jeśli już koniecznie chce Pan szukać odpowiedzi w książkach, to polecam te bardzo krótkie, najlepiej przedstawiające całą treść w kilku zdaniach. Bo wystarczy kilka zdań, żeby wytłumaczyć to, co jest najważniejsze -> Odpowiedź jest zakopana gdzieś głęboko w naszym umyśle pod stertą śmieci. Najbliższy prawdy jest zwykle nasz instynkt, bo dzięki niemu jesteśmy blisko natury.
Gdzieś w jakiejś 500-stronicowej książce o druidach pomiędzy wersami znajdziesz pewnie tą samą informację o związku pomiędzy prawdą a światem naturalnym. Gdzieś w setkach dzieł spisanych przez psychologów i psychiatrów odnajdziesz sposób, żeby spod sterty śmieci w swoim umyśle wygrzebać to, co najcenniejsze. Ale czy nie łatwiej jest po prostu przestać śmiecić?
Jak stosować? Stosuję to codziennie i w każdej sytuacji. Mogę co najwyżej podać kilka przykładów z życia wziętych:
OdpowiedzUsuńKiedy to piszę, siedzę sobie w restauracji i zajadam coś smacznego. To moje coś smacznego lubię jeść z dodatkiem sosu czosnkowego - dużo sosu czosnkowego. I gdybym był inny niż obecnie, a pamiętam, że kiedyś byłem inny, to przez mój umysł przewijałyby się następujące myśli:
- Co sobie ludzie pomyślą, kiedy tak sobie nakładam ten sos, nakładam i nakładam i nakładam i jeszcze trochę tu i tu i jeszcze nakładam, nakładam...?
- Czy to nie nazbyt kaloryczne?
- Czy będzie mi potem unosił się z gębootworu nieprzyjemny zapach?
Ale że się od tamtego czasu zmieniłem, nie tracę już czasu na myślenie o tych wszystkich bzdurach. Wykorzystuję ten czas, żeby myśleć o czymś bardziej pożytecznym. Nie zadaję sobie żadnych pytań, tylko mówię do siebie "Ale smaczne!"
Drugi przykład:
Przy stoliku nieopodal mnie siedzi matka z synkiem mniej więcej w wieku mojego syna (6 lat) i nakłania go do jedzenia:
- A może zjesz łyżeczkę tego?
- No ale synku, skąd wiesz że niedobre, jak nawet nie próbowałeś?
- Za mamusi zdrowie... No prooooszę.
Dzieciak w ramach protestu zaczyna głośno krzyczeć.
Moje dzieci by mi czegoś takiego nie zrobiły. Wiedziałyby, że skoro im coś kupiłem, to na pewno coś smacznego i zdrowego. Zjadłyby większość, a przynajmniej tyle żeby móc się najeść. - To chyba też jakieś pozytywne zastosowanie.
Ona się czerwieni, bo jej chyba wstyd, że jej syn tak wybredza i krzyczy. Zauważa, że widzę tą sytuację. Próbuje zasłonić swój wstyd ręką. Ciekawe czy to coś zmieni? Jestem pewien, że nieraz już postępowała podobnie, a potem mówiła do siebie, że trzeba było raz, drugi i trzeci na chwilę wstać i kulturalnie wyprowadzić synka z restauracji, porządnie wrąbać, uspokoić, a potem wytłumaczyć za co i wrócić do środka. Pewnie teraz nie przechodziłaby przez to.
Trzeci przykład:
Wracam sobie do domu z restauracji przez bazar. Delikatnie pruszy śnieg z deszczem. Taka sobie zwykła szara zimowa pogoda. Jakiś facet rozstawił swoje trzy krzesła, a na nich wielkie plastikowe pudła z ciastem na sprzedaż. Z czystej ciekawości chciałem zobaczyć, co to za ciasto, ale on właśnie w tej samej chwili zakrył pudło wiekiem, żeby doń śnieg nie napadał. Ciekawe jak długo zamierza tam stać w niewiedzy, że nie prędko coś w ten sposób sprzeda. I ciekawe, czy musiał zapłacić za sam fakt, że tam stoi i marznie...
Po drodze mijam ludzi, na których twarzach widzę, że nie lubią pluchy i woleliby, żeby zawsze było lato. Idą przyśpieszonym krokiem myśląc, że w ten sposób będą szybciej w domu. A mi taka pogoda zupełnie nigdy nie przeszkadza. Wiem, że na wszystko w naturalny sposób przyjdzie czas. Idę swoim własnym tempem. Z daleka widzę teraz jak ci sami ludzie zatrzymali się przed ulicą i czekają na zielone światło dla pieszych. Stoją teraz w miejscu i przestępują z nogi na nogę, bo w bezruchu robi się im zimno. A ja idę przed siebie tym samym tempem i... Dochodzę do ulicy dokładnie wtedy kiedy się zapala zielone światło.
Mógłbym podać tysiące przykładów zastosowania mojej techniki zmiany sposobu myślenia i relaksacji. Zmierzam do tego, że bardzo wiele rzeczy można sobie uświadomić i można je w swoim umyśle zakodować do późniejszego użytku. Po co przez całe życie popełniać te same głupie błędy, cierpieć bez sensu i narzekać?
To jest bardzo dobre pytanie. Jeśli chodzi o ludzi o konkretnych cechach, jak najbardziej tą metodą można ich do siebie przyciągać, ale to nie jest tak, że "jakich sobie wymyślimy". Wgłębiając się w tą metodę, zaczniemy myśleć coraz bardziej logicznie i robić rzeczy z sensem. Będzie nam wtedy zależało, żeby obracać się w towarzystwie osób, które również myślą logicznie i są użyteczne zarówno dla nas, jak i całego otaczającego nas świata. Takie osoby będziemy do siebie przyciągać bez trudu, bo oni nas będą potrafili rozpoznać, a my ich.
OdpowiedzUsuńCo do pieniędzy... owszem, o wiele łatwiej jest dzięki tej metodzie pozyskiwać dostatek finansowy, ale... z czasem zrozumiemy, że pieniądze nie tylko nie dają szczęścia, ale też odbierają je. Kiedy zaczniemy myśleć logicznie, nie będziemy dążyć do dostatku finansowego, a tylko do drastycznej zmiany zachowań ludzkości. Człowiek powinien się stale rozwijać, a nie być ograniczony i uzależniony od pieniędzy.
"Zastanów się przez chwilę dlaczego istnieje coś takiego jak fale? Są fale magnetyczne, fale na wodzie, nasze samopoczucie drga falowo. Jesteśmy "raz na wozie, raz pod wozem". Co by było, gdyby po prostu nie było fal? Wszystko we wszechświecie po prostu zamarłoby w bezruchu i stałoby się jednolite. Pomiędzy materią i antymaterią nie zachodziłyby żadne oddziaływania."
OdpowiedzUsuńNie rozumiem sensu wyprowadzenia takiego argumentu, z tej prostej przyczyny, że niczego on nie dowodzi. Po pierwsze - fale są efektem drgania przedmiotów czy obiektów, wszystkie fale (no, może oprócz "drgań naszego samopoczucia")powstają w skutek jakiegoś oddziaływania, więc są one wynikiem ruchu we wszechświecie a nie jego przyczyną. Gdyby nie było ruchu we wszechświecie, nie byłoby fal, nigdy odwrotnie.
No ale dobrze, nawet gdyby te "stwórcze" fale istniały, dalej nie widziałabym powiązania między nimi, "życiem na fali" i autosugestią. Można by to nazwać metaforą, ale niestety na argument się nie nadaje. Przypomina bardziej rozumowanie starożytnych ludzi w stylu "jest burza więc to NA PEWNO Zeus okazuje swój gniew za przewinienia ludzi" tylko, że w tym wypadku posługujesz się pseudonaukowymi teoriami, nie potwierdzonymi zapewne przez nikogo.
Co do autosugestii: nie widzę w tym żadnej magii, a jedynie bardziej świadome patrzenie na rzeczywistość. Patrząc na przykłady, które podałeś w komentarzu stwierdzam, że sama, nieświadomie stosowałam tę "autosugestię" po prostu nie odbierając całego świata jako wrogie stworzenie. Więc widzę w tym o czym piszesz zwykły optymizm nie mający nic wspólnego z jakimiś kosmicznymi falami.
Pozdrawiam ;)
Ten argument nie miał niczego dowodzić, bo człowiek na czwartym poziomie wtajemniczenia jest już dawno uwolniony od obowiązku udowadniania czegokolwiek. Argument ten miał na celu porównać równowagę we wszechświecie do fal (albo do drgań, jak kto woli). Grunt, że te drgania mają przewidywalną częstotliwość i amplitudę. Można się do nich "dostroić" i ty, sposobem zrozumieć wiele zagadnień, o których istnieniu ludzie mają tendencję zupełnie zapominać. Napisałem w moim poście tak: "Mogłoby się komuś wydać, że zagadnienia, które teraz tutaj poruszam są jak gadanie o wiedzy magicznej, albo o ufoludkach." Zdaje się, że Tobie właśnie coś takiego się przez chwilę wydawało. Napisałaś: "Co do autosugestii: nie widzę w tym żadnej magii, a jedynie bardziej świadome patrzenie na rzeczywistość." - I słusznie. Ja też nie widzę w tym magii. A już na pewno nie posługuję się pseudonaukowymi teoriami. Kierowanie się jakimiś teoriami oznaczałoby popadanie w tendencyjnośc! Myślę samodzielnie, także od czasu do czasu modyfikuję swoje własne poglądy, zawsze szukam drugiego końca przysłowiowego kija, czego i Tobie życzę.
Usuń