piątek, 24 lutego 2012

Na początku był Bóg.

Na początku był Bóg. Bóg był wszechmogący, czyli że z jego woli wszystko było, jest i będzie. Bóg był wszechobecny, czyli że nic go nie ograniczało i nic nie było w stanie powstrzymać jego woli. Bóg był Alfą i Omegą, Początkiem i Końcem, czyli że stworzył wszechświat na swoje podobieństwo. Bóg był tym wszechświatem, który stworzył. Tak jak Bóg był wszechobecny, nie posiadał początku ni końca, tak samo wszechświat był nieskończony.

W biblii większość wątków opisano w czasie przeszłym, że coś się stało, coś było. Nie należy pisać, że Bóg "był", skoro Bóg był, jest i zawsze będzie, ale mam nadzieję, że we wszystkich moich kolejnych postach czytelnicy nie będą zwracali uwagi na stylistyczne szczegóły wypowiedzi, jak też na błędy ortograficzne, interpunkcyjne i literówki, których staram się unikać, aczkolwiek czasami każdemu się zdarzają.  Ważna jest treść, a i to nie zawsze, bo czasami najlepiej wszystko wyraża cisza. W każdym bądź razie...

Bóg stworzył wszechświat, który jest układem nieskończonej ilości wymiarów, z których człowiek jest w stanie dostrzec i zrozumieć tylko kilka. Dla nas ludzi istnieje więc położenie w trójwymiarowej przestrzeni, czas i wymiar duchowy. Niektórzy twierdzą, że wcale nie ma czegoś takiego jak wymiar duchowy, a czas jest tylko ludzkim wymysłem. Wcale nie zamierzam się z nimi spierać. Wszystkiego co piszę staram się dowieść empirycznie w oparciu o moją wewnętrzną logikę i bodźce zewnętrzne. Chciałbym podzielić się z wami, jak według mnie, biorąc pod rozwagę wyłącznie 4 wymiary, w których żyjemy, powstał i wygląda wszechświat...

Na początku był wielki wybuch. O tym skąd wzięła się energia potrzebna do spowodowania wielkiego wybuchu napiszę niebawem. Jak wielki był ten wybuch? Był tak wielki, że wyrzucona z jego epicentrum materia i antymateria poruszała się z różnymi prędkościami. Bez względu na teorie Einsteina, prędkości poruszania się antymaterii przekraczały nawet prędkość światła. Jak wyglądał ten wielki wybuch? Wyobraźcie sobie eksplozję w próżni. Materiał poleciał po prostu bezładnie we wszystkie strony bezkresnego kosmosu. Gdyby jednak początkiem wielkiego wybuchu była nicość, to materiał rozprzestrzeniłby się w kosmosie idealnie równomiernie we wszystkich kierunkach i wszechświat byłby wtedy idealną kulą. Tak się jednak wcale nie stało, bo wszechświat ma raczej kształt spłaszczonej kuli, a cząsteczki materii i antymaterii są rozrzucone bez symetrii środkowej względem epicentrum wybuchu.

W momencie wybuchu najszybciej poruszał się ten materiał, który był najdalej od epicentrum, ponieważ nic nie znajdowało się na jego drodze i nie spowalniało jego ruchu. Materiał znajdujący się bliżej epicentrum, choćby nawet posiadał większą prędkość, wytraciłby ją w wyniku zderzenia się z materiałem, który znajdował się na jego drodze, a w wyniku tego zderzenia ów materiał znajdujący się na drodze uzyskałby jeszcze większą prędkość niż uprzednio. Ale czy rzeczywiście nic, zupełnie nic nie zatrzyma tego materiału, który jest najdalej od epicentrum? Rozrzucone po całym wszechświecie cząsteczki i antycząsteczki posiadają przecież jakąś masę. Największe skupisko masy jest, a raczej kiedyś było, blisko epicentrum wielkiego wybuchu. Możnaby więc powiedzieć, że wielki wybuch posiadał kiedyś wielką masę. Skoro posiadał masę, posiadał także wielką siłę grawitacji. Wielki wybuch przyciągał więc spowrotem do siebie wszystko to, co wcześniej z siebie wyrzucił. Materii znacznie oddalonej od epicentrum nadał wielką prędkość i kierunek lotu w stronę epicentrum. Ale skoro większość materiału została wkrótce z epicentrum wyrzucona, proces ten jest obecnie powolny. Materiał, który powraca, porusza się wolniej, niż gdy został z epicentrum "wielkiego bum". Nie znaczy to jednak, że koniecznie wraca z prędkościami mniejszymi niż prędkość światła. Skoro większość materiału opuściła już ten rejon w okolicach epicentrum wielkiego wybuchu, to rejon ten jest już obecnie właściwie zupełnie pusty i nie stanowi oporu. Materiał powracający nie zwalnia więc, a nawet przyśpiesza, ale przyśpieszenie to jest niczym w porównaniu z tym przyśpieszeniem, które materiał posiadał w chwili wielkiego wybuchu.

Z dala od epicentrum wielkiego wybuchu wytworzyła się skorupa z materiału, który został wyrzucony najwcześniej. Skorupa ta posiada obecnie masę większą od masy epicentrum wielkiego wybuchu, a co za tym idzie - przyciąga do siebie wszystko to, co jest w środku. Wszystko to, co jest wewnątrz skorupy rozciągane jest siłami grawitacji. Dlatego właśnie wszechświat, a właściwie ta jego część znajdująca się wewnątrz skorupy rozszerza się. Kto wie, jak gruba jest ta skorupa i czy jej zewnętrzna część nadal jeszcze oddala się od epicentrum wielkiego wybuchu, czy już pod wpływem wzajemnych sił grawitacji wszystkich cząsteczek i antycząsteczek zaczyna się kurczyć. Dla nas ważne jest, że w każdej chwili przez nasz fragment kosmosu może sobie przefrunąć na przykład powracające w kierunku epicentrum wszechświata z prędkością większą od prędkości światła potężne zgrupowanie cząsteczek antymaterii i zderzyć się z materią, którą stanowimy my i nasza planeta i tym sposobem ten rejon ulegnie anihilacji. Takie cząsteczki antymaterii poruszające się z potężnymi prędkościami nazywamy potocznie czarnymi dziurami, a większość naukowców może się wreszcie przestać głowić się, czym owe czarne dziury są.

Ważne jest, że pewnego razu cała skorupa zapadnie się do wewnątrz i wtedy nastąpi kolejny wielki wybuch. Czyli ten wielki wybuch, którego jesteśmy częścią nie jest pierwszy i nie jest ostatni. Energii ani masy jak widać nie ubywa. Cały wszechświat rozrasta się po to, by potem się skurczyć i powstać na nowo. Każdy wielki wybuch zasilany jest działaniem grawitacji. Bóg jest początkiem i końcem.

Wszechświat to jedno zagadnienie, a powstanie ludzkości to zagadnienie drugie. Jestem zwolennikiem ewolucji Darwina, z tym jednak wyjątkiem, że należy do jego teorii doliczyć różne czynniki zewnętzne, mogące mieć znaczny wpływ na kształtowanie się ewolucji. Do takich czynników zewnętrznych zaliczyć można nie tylko naturalne zmiany klimatyczne, ale także interwencję kosmitów. Ten jednak temat szerzej poruszę być może innym razem. Grunt, że Bóg jest twórcą wszechświata - samonapędzającego się układu wielkich kosmicznych eksplozji i implozji, a cała reszta, czyli gwiazdy, planety, organizmy żywe, ludzkość są częścią jego wielkiego planu, w którym każda akcja pociąga za sobą reakcję. Stanowimy szczegół, bez którego wszechświat bez trudu mógłby się obyć, ale wtedy zaistniałby niewielki deficyt masy i energii. Masa i energia, oraz sposób w jaki została ułożona - oto czym są ludzie. Niestety od pradziejów zawsze wydawało się nam, że to my stanowimy pępek wszechświata. Wydaje się nam, że kiedyś zrozumiemy cały wszechświat. Podzieliły nas nasze poglądy na miliony tematów. Stworzyliśmy państwa, politykę, religie i naukę, zapominając o tym, że ogromu boskiej miłości nie da się zmierzyć i nauczyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz